Nikt nie zadzwonił. Nikt nie napisał. Nikt mnie nie poinformował. Postanowiłam szukać jej na własną rękę.
Moje uszy doszły słuchy, że postanowiła się podzielić na kilka części. Zrobiła pewnego rodzaju kopie siebie - klony. Z tego co wiem każdy klon zajmuje się czym innym. Nie mogłam siedzieć z opuszczonymi rękami. Musiałam coś zrobić. Wysłałam ogłoszenie do gazety, w sieci pajęczej zaczęły pojawiać się moje desperackie prośby. Chodziłam od domu do domu. Prosiłam, pytałam. Nic z tego. Nigdzie jej nie było. Mimo tak wielu starań nadal nie mogłam jej odszukać. Moja muza sama nie wróciła do mnie.. Może sama zgubiła do mnie drogę?
Usiadłam więc przed kompem. Odpaliłam po raz tysięczny Pottera i nagle mnie olśniło. Dlaczego nie spróbować wymusić jej przybycia?
Bez ociągania się (jak nigdy!) wstałam po blok. Ołówki miałam już w garści (nawet ich nie posprzątałam po jej ostatniej krótkiej wizycie). Postać już miałam wybraną dawno. Pochylam się nad kartka i czuje przeszywający mnie chłód na prawym ramieniu. Dreszcze przeszły całe moje ciało.
Ręka prawie zdrętwiała. Odwróciłam się z trudnością, a za mną nikogo już nie było.
Z przyzwyczajenia zawsze zakrywam pierwszą kartkę od bloku. Tym razem też tak zrobiłam.
Na pierwszej kartce był srebrny brokat. Znów poczułam ten zaraźliwy chłód. Uśmiechnęłam się.
Podziałało. Wróciła.
W chwili obecnej korzystam z jej obecności pełną parą, i choć chwilowo jest dla mnie niewidoczna, nie pozwalam jej odejść. Być może już odeszła do innego, takiego jak ja "artysty - debila", to jednak od chwili jej przybycia kilka moich planów jest nieustannie realizowane.
Nie chce zaprzepaścić ani chwili z nią spędzonej. A może ona nie jest nią, tylko nim? :]
Moje uszy doszły słuchy, że postanowiła się podzielić na kilka części. Zrobiła pewnego rodzaju kopie siebie - klony. Z tego co wiem każdy klon zajmuje się czym innym. Nie mogłam siedzieć z opuszczonymi rękami. Musiałam coś zrobić. Wysłałam ogłoszenie do gazety, w sieci pajęczej zaczęły pojawiać się moje desperackie prośby. Chodziłam od domu do domu. Prosiłam, pytałam. Nic z tego. Nigdzie jej nie było. Mimo tak wielu starań nadal nie mogłam jej odszukać. Moja muza sama nie wróciła do mnie.. Może sama zgubiła do mnie drogę?
Usiadłam więc przed kompem. Odpaliłam po raz tysięczny Pottera i nagle mnie olśniło. Dlaczego nie spróbować wymusić jej przybycia?
Bez ociągania się (jak nigdy!) wstałam po blok. Ołówki miałam już w garści (nawet ich nie posprzątałam po jej ostatniej krótkiej wizycie). Postać już miałam wybraną dawno. Pochylam się nad kartka i czuje przeszywający mnie chłód na prawym ramieniu. Dreszcze przeszły całe moje ciało.
Ręka prawie zdrętwiała. Odwróciłam się z trudnością, a za mną nikogo już nie było.
Z przyzwyczajenia zawsze zakrywam pierwszą kartkę od bloku. Tym razem też tak zrobiłam.
Na pierwszej kartce był srebrny brokat. Znów poczułam ten zaraźliwy chłód. Uśmiechnęłam się.
Podziałało. Wróciła.
W chwili obecnej korzystam z jej obecności pełną parą, i choć chwilowo jest dla mnie niewidoczna, nie pozwalam jej odejść. Być może już odeszła do innego, takiego jak ja "artysty - debila", to jednak od chwili jej przybycia kilka moich planów jest nieustannie realizowane.
Nie chce zaprzepaścić ani chwili z nią spędzonej. A może ona nie jest nią, tylko nim? :]
"Życie jest wciąż dla nas wielką niewiadomą, którą jednak musimy starać się poznawać,
choćby dlatego, by siebie lepiej rozumieć, gdyż sami jesteśmy cząstką przyrody ożywionej."
Antoni Kepiński
"Co się stało?!"; "Chwila... to wstęp do książki? Pewnie tak... ale się fajnie zapowiada..."; "Aaa... to rozmyślania!!! Zajebiste!!!" - Moje myśli podczas czytania xD Nic dodać nic ująć :D Genialne :D
OdpowiedzUsuńHahaha kocham <3 potrafisz poprawić humor :]
Usuń