Bardzo długo zastanawiałam się czy zacząć nowego posta, do teraz nie wiem czy dobrze, że zaczęłam. Podchodzę do tego kolejny raz i za każdym razem próbuję, aby wyszło coś mega. Żebym się nie śmiała sama z siebie co ze mnie za idiotka. Że staram się być wyjątkowa pisząc bloga. Nie zauważając, że dla wielu jestem najwspanialszą i niepowtarzalną na świecie osobą.
Po raz kolejny otworzyłam teczkę. Po raz kolejny mam jakiś pomysł, którego być może nie zrealizuję. Być może boję się, że efekt mnie nie zadowoli.. Nie wiem.
Nie wiem nawet czy chce spróbować znów wziąć ołówek do ręki i dać się ponieść wodzom wyobraźni.
Znów otworzyłam teczkę. Wiecznie ją otwieram i zamykam. Wiecznie rozpamiętuję i wspominam. Ale niczego nie żałuję. Totalnie niczego. Każda kartka, każdy mój bazgroł to część mojej duszy i mojego życia. Z każdą kreską na tych wielu kartkach mam wiele wspomnień. Choćby to, gdy poszłam jeść kolację, a mama dorysowała wisiorek-serduszko. Nie miałam w planach w ogóle rysować żadnego naszyjnika. Albo to, gdy pochwaliłam się teraz już mojej zmarłej babci co planuje naszkicować. Choć nie dokończyłam szkicu tak jak jej mówiłam jestem zadowolona i ze szklącymi się oczyma to wszystko wspominam. Pamiętam jak pierwszy raz podałam Marcinowi teczkę do ręki. Śmiał się, pamiętam doskonale jak się śmiał. Słyszę i czuję jak mówi żebym dała sobie spokój z rysunkami. Wiem, że nie są idealne. Wiem, że nie robię ich regularnie. Jednak nie przerwę tego do czego od malutkiego mnie ciągnie.
Moje rysunki nie obchodzą tych kogo bym chciała by obchodziły. Można by pomyśleć, że to tak jakby nie obchodziło ich moje życie.
A widzisz, oboje jesteśmy w błędzie. Moi bliscy wiedzą, że nie lubię ich pokazywać na świat. Wiele z nich jest bardzo osobistych. Na temat jednego mogłabym opowiadać godzinami a mam ich ponad 300. Zapytasz pewnie czemu więc poświęciłam o nim cały ten wpis? Powiem Ci bracie. Jak każdy człowiek mam marzenia. Wstydzę się rozmawiać o kilku bazgrołach z moimi bliskimi. Wstydzę i nie chcę ich zanudzać, bo przecież ileż można gadać o tym samym. I w sercu mój drogi bracie zawsze będę miała nadzieję, że ktoś z potomnych powie, że były one na prawdę dobre. Nawet nie koniecznie za mojego życia.
Po raz kolejny otworzyłam teczkę. Po raz kolejny mam jakiś pomysł, którego być może nie zrealizuję. Być może boję się, że efekt mnie nie zadowoli.. Nie wiem.
Nie wiem nawet czy chce spróbować znów wziąć ołówek do ręki i dać się ponieść wodzom wyobraźni.
Znów otworzyłam teczkę. Wiecznie ją otwieram i zamykam. Wiecznie rozpamiętuję i wspominam. Ale niczego nie żałuję. Totalnie niczego. Każda kartka, każdy mój bazgroł to część mojej duszy i mojego życia. Z każdą kreską na tych wielu kartkach mam wiele wspomnień. Choćby to, gdy poszłam jeść kolację, a mama dorysowała wisiorek-serduszko. Nie miałam w planach w ogóle rysować żadnego naszyjnika. Albo to, gdy pochwaliłam się teraz już mojej zmarłej babci co planuje naszkicować. Choć nie dokończyłam szkicu tak jak jej mówiłam jestem zadowolona i ze szklącymi się oczyma to wszystko wspominam. Pamiętam jak pierwszy raz podałam Marcinowi teczkę do ręki. Śmiał się, pamiętam doskonale jak się śmiał. Słyszę i czuję jak mówi żebym dała sobie spokój z rysunkami. Wiem, że nie są idealne. Wiem, że nie robię ich regularnie. Jednak nie przerwę tego do czego od malutkiego mnie ciągnie.
Moje rysunki nie obchodzą tych kogo bym chciała by obchodziły. Można by pomyśleć, że to tak jakby nie obchodziło ich moje życie.
A widzisz, oboje jesteśmy w błędzie. Moi bliscy wiedzą, że nie lubię ich pokazywać na świat. Wiele z nich jest bardzo osobistych. Na temat jednego mogłabym opowiadać godzinami a mam ich ponad 300. Zapytasz pewnie czemu więc poświęciłam o nim cały ten wpis? Powiem Ci bracie. Jak każdy człowiek mam marzenia. Wstydzę się rozmawiać o kilku bazgrołach z moimi bliskimi. Wstydzę i nie chcę ich zanudzać, bo przecież ileż można gadać o tym samym. I w sercu mój drogi bracie zawsze będę miała nadzieję, że ktoś z potomnych powie, że były one na prawdę dobre. Nawet nie koniecznie za mojego życia.
Nic nie poradzę, że moje obrazy się źle sprzedają.
Ale nadejdzie czas, gdy ludzie zrozumieją, że są warte znacznie więcej niż cena farby,
której użyłem do ich namalowania.
Ale nadejdzie czas, gdy ludzie zrozumieją, że są warte znacznie więcej niż cena farby,
której użyłem do ich namalowania.
Vincent van Gogh
...Myślę co napisać i nadal nie wiem...To oczywiście w pozytywnym znaczeniu :D
OdpowiedzUsuńTak czytam i rozumiem. Ja co prawda nie rysuje bo mam do tego dwie lewe ale za to piszę. I tak samo jak Ty, zaczynam i nie kończę, wracam i wspominam. Bo w każdej pracy jest cząstka mnie, mojego życia, moich myśli, rozterek, duszy... Końcowy cytat jest idealny <3 Pewnego dnie może Twoje prace będą tak samo sławne jak Jego ;) I nie mów że nie... ja wiem że jesteś skromna :D
Chyba dokonałam niemożliwego :] Moja Kathi nie wie co mi odpowiedzieć :D Jestem skromna haha przez skromność nie zaprzeczę :] tak szczerze? oj bardzo bym chciała być sławna, chciałabym by ludzie chcieli oglądać to co mam w teczce aby czekali z niecierpliwością jak ty na moje nowości ;] ale wiesz to tylko niewinne marzenia ;]
OdpowiedzUsuńPrawda jest taka, że często nie wiem co powiedzieć. Gadanie o "pierdołach" jest mega proste ale jeśli chodzi o życie to już inna bajka. ;) No ale wracając do Twojego posta... "niewinne marzenia" Takie też miał kiedyś Gogh, Vinci i wielu, wielu innych a dziś są bardzo znani na całym świecie. oczywiście ich życie prywatne, wygląd itd są dla nas wielką zagadką i niewiadomą ale ich dzieła są nadzwyczajne. :)
OdpowiedzUsuńWidzisz małpo jakie masz szczęście, że znasz większość mojego prywatnego życia? ;] a wgl czas na twoje posty :]
OdpowiedzUsuńHahaha xD Jeśli Cię przeżyję i dożyję Twojej sławy to jeszcze będę mogła zarobić na wywiadach o Tobie :D :D Myślę i myślę i może coś wymyślę :D
OdpowiedzUsuńNo wiesz człowiek zaczyna się robić sławny albo pod koniec życia albo 100 lat po śmierci hahaha powodzenia :] lepiej nie myśl łatwiej ci to przyjdzie :D
OdpowiedzUsuń